Czar samochodów, nie zawsze starych, ale zawsze z duszą. I ręce ubabrane smarem. To kolejny świat Pawła Królikowskiego, twardziela z Pitbulla, Fałszerzy i Powrotu Sfory.



Co znaczy miłość do samochodów? Ten pierwszy, dawno temu, to niebieski Maluch za 14 mln zł. Później:

- Budowaliśmy z Jolą dom. Wyślizgałem się z pieniędzy, ale potrzebowałem coś żeby się przemieszczać, jakieś cinquecento lub punto na raty. Pojechałem do salonu i … wyjechałem srebrzystą alfą romeo 146 Boxer – wspomina Rafał Królikowski dowodząc, że na miłość do samochodów, zwłaszcza włoskich, nie ma mocnych. Dzisiaj ma ich kilka, stare, młode, różnych marek. Ta miłość jest jednak nietypowa bo, jak sam mówi – socjalna, zatrzymanie dzieciństwa, młodości. Dobrego czasu.

Garbata sympatia

W garażu jego domu w Zalesiu pod Warszawą stoi kilka aut. Był stary garbus, jest zastawa 100 i trzy inne „cudeńka”. Kolekcja na miarę marzeń i portfela.

- Garbusa z 1966 roku podarowała mi koleżanka. Był cały przerdzewiały, ale miał dobry silnik, prawie niejeżdżony. Nie mogła go zarejestrować ani nie chciała pakować pieniędzy w remont. Przez dwa lata doprowadziłem go do stanu idealnego. A że nigdy za garbusami nie przepadałem, więc go sprzedałem – mówi Królikowski.

Może, dlatego, że nie przepada za niemieckimi samochodami a nasze narodowe uwielbienie dla niemieckich marek tłumaczy syndromem helsińskim.

- Mamy coś w rodzaju kompleksu ofiary, takiego uwielbienia ofiary dla kata. Gdy w 1939 Niemcy wjechali do drewnianej, krytej słomą Polski, na tym swoim stalowym, benzynowym sprzęcie, myśmy na tym punkcie zwariowali. Uwielbienie wyciśnięte pięścią na czole. A przecież wystarczy rozejrzeć się dookoła. Świat to nie tylko audi, bmw i volkswageny. Choć fakt, Niemcy są mistrzami w robieniu samochodów, trzeba im to przyznać – mówi Królikowski, ale zaraz dodaje, że i my w świecie wzornictwa samochodowego nie jesteśmy leszczami a polscy projektanci pracują choćby w BMW.

Czeskie marzenie.

Królikowski żartuje, że prowadzi ochronkę, taki samochodowy dom starców. Wpierw ten garbus, teraz w garażu stoi zastawa 100 z 1980 roku. Też przywrócona do życia. Może zagra kiedyś w jakimś filmie? Jednym z niespełnionych marzeniem Pawła Królikowskiego jest któryś z modeli czeskiej Tatry z lat 60. lub Tatraplan. Wystarczy, że o niej wspomni zaraz przychodzi mu do głowy wierszyk dla dzieci: "Ucz se, wole, bediesz panem, budiesz jezdit Tatraplanem".

Gdy rozmowa schodzi na Skody, obruszy się, gdy nazwać Skodę niemieckim koncernem:

- To nie skoda jest niemiecka, lecz volkswagen czeski. To Niemcy od czasów wojny podpatrywali Czechów a nie odwrotnie. To oni kopiowali, co wymyślili Czesi. Już od czasów Habsburgów Czechy słynęły z przemysłu motoryzacyjnego, tam było najwięcej fabryczek i wytwórni samochodów i motocykli, nie w Niemczech. Ferdynand Porsche pomysł na garbusa ściągnął od Czechów, z Tatry V570, skody Lidovki i pierwszej skody 100 – przekonuje Królikowski, który nie tylko lubi Czechów, ale trochę mówi i pisze po czesku.

Włoszczyzna

Co jeszcze oprócz „staruszków” stoi w garażu naszego bohatera? Jedno dziecięce marzenie i namiastka drugiego. Czyli fiat Barchetta i wyścigowa alfa romeo.

Fiata kupił na przekór wszystkiemu łącznie ze zdrowym rozsądkiem. Bo jaki facet, do tego ojciec rodziny kupiłby dwumiejscowy kabriolet. Chyba tylko podstarzały playboy. Albo? - Bardzo lubię jak ktoś mówi, że jakiś samochód nie jest dla faceta. Bo sam wolę zgrabne szybkie, drobne samochody niż wielkie, paliwożerne limuzyny. Z samochodami jest jak z kobietami. Jedni wolą młode, błyskotliwe i kapryśne kochanki od niemieckiej frau-gospodyni, która choć jest pożyteczna to miłością jej się nie darzy. Co z tego, że fiat to ani ekonomiczny ani prorodzinny samochód, ja po prostu zrealizowałem jedno ze swoich marzeń – tłumaczy aktor.

Bo drugim od lat była Lancia Delta Integrale. To marzenie zrealizował również, choć połowicznie. Zamiast Lancii kupił Alfa Romeo, głównie dlatego, że jest równie niepozorna i skromna jak lancia, ale tak samo jak ona – z duszą.

- Alfa Romeo 155 Q4 to jedna z moich fascynacji. Rzadki model. Wyprodukowano tylko 2701 egzemplarzy, jako serię homologacyjną do wyścigów szosowych. Mam dwie, jedną rozbiłem, więc stoi, jako dawca organów i druga, która po roku poszukiwań znalazłem w Szwajcarii. Zakochałem się w brzmieniu jej 2 litrowego silnika, 16 zaworów i turbiny – mówi Królikowski.

Mechaniczny bzik

Gdyby nie był aktorem otworzyłby sobie warsztat samochodowy.

- Moim cichym marzeniem jest mieć w garażu podnośnik i spędzać pod nim wolny czas. Gdyby moja żona się o tym dowiedziała to by mnie pewnie zatłukła. Uwielbiam patrzeć na samochód od spodu, cos tam poprawiać, sprawdzać, smarować, przeczyszczać. Rewelacja – wyznaje Królikowski.

Prezent pod choinkę? Nic nie sugerujemy.

- Zresztą, warsztat jak warsztat, ale fabryka samochodów, to jest marzenie! Polska fabryka produkująca polskie samochody, pod polską marką. Jak sprzedawałem garbusa pewnemu człowiekowi z Bielska Białej, dowiedziałem się, że w fabryce Skody w Mlada Boleslaw aż 75 procent załogi stanowią Polacy. Polacy robią czeskie Skody! Paradoks? Dlaczego ci sami ludzie nie mogliby pracować w Polskiej fabryce? Czy produkcja samochodów się nie opłaca? – mówi Królikowski.

Zejdźmy na ziemię. Obok rzędu samochodów, przykryty kołdrą stoi niepozorny jednoślad. Historia na dwóch kółkach. Skuter Osa - pierwszy motor, który można było kupić bez talonu.

- Kupiłem go kilka lat temu, żeby zaszczepić moim dzieciom, szacunek dla naszej motoryzacji. One widzą wokół to same zagraniczne marki i trudno im uwierzyć, że kiedyś w Polsce produkowano samochody i motory. Teraz nawet dzieci moich znajomych wiedzą, że ich stuknięty wujek Królik ma taki skuter Osa, który kiedyś był produkowany w Polsce. I choć ma urodę lodówki na kołach jest w pięknym stanie, błyszczy chromami, pali, buczy i jak trzeba to jedzie nawet sto na godzinę. Ten polski skuter – mówi z nutka rozrzewnienia Paweł Królikowski. Ten nietypowy, bo „socjalny” kolekcjoner.

| Jacek Konikowski |
#end.

0 komentarze:

Publikowanie komentarza

 
Top